UUUUUUUU





********************









Pierwsza strona - Spis stron

<(o)><(o)><(o)><(o)>




a Notatki: Wstęp.

aa Notatki: 1977 a
Co to jest zło? Co to jest dobro?

ab Notatki: 1977 b
Kompleksy i zadufanie

ac Notatki: 1978a
O rozwoju społeczeństw.

ad Notatki: 1987a; 1988a
Cud świadomości człowieka.

ae Notatki: 1987; 2018
O żydowsko-polskich stosunkach.

af Notatki: 1991a; 1993a
Dylematy człowieka współczesnego.

ba Notatki: 1994a
Dlaczego nikt nie zwalcza gospodarczych oszustów?

bb Notatki: 1997a
Nie można biernie przyglądać się złu i nie reagować na przemoc.

bc Notatki: 1997b
Zawiedzione nadzieje

bd Notatki: 1997c, 1998a; 1999a
Pozory liberalizmu gospodarczego. Zniewolona wolność.

be Notatki: 1997b; 2001a
Świat jest obojętny na eksterminację narodu czeczeńskiego.

bf Notatki: 2001b
„Zabijanie” nudy na nocnej służbie.

bg Notatki: 2002a
Czy koszty przemian musiały być tak wysokie?

cc Notatki: 2007f
Nie takich przemian chcieliśmy. Która z poprawności wyrządziła więcej szkód?

cd Notatki: 2003a; 2007a
Jaka ma być ta gospodarcza równowaga?

ce Notatki: 2003b; 2007b
Dlaczego po 1989 roku rozwój naszego kraju był tak chaotyczny, tak powolny i odbywał się z wielkim rozwarstwieniem i z tak ogromnymi kosztami społecznymi?

cf Notatki: 2003c; 2007c
O podatkach.

cg Zapiski: 2003d; 2007d
Wykluczanie obywateli z konsumpcji, to ograniczanie podaży i początek ciągłego procesu wykluczania.

ch Zapiski: 2003e
Czy bieda i ekonomiczne wykluczenie przystoi epoce wielkiego postępu i wzrostu wydajności procesów wytwarzania?

ci Zapiski: 2003f
Postulaty „Solidarności” wyrzucono do kosza.

cj Zapiski: 2003g; 2007e
Jaka ma być ta globalizacja?

ck Zapiski: 2003h
O stosunku do osób ułomnych i cierpiących.

ca Notatki sprzed 2003a
Pułapki myślenia zbyt doktrynalnie liberalnego.

cb Notatki sprzed 2003b
Niewykorzystane potencjały ludzkiej pracy i ludzkich zdolności.

da Zapiski: 2004a
Czy istnieją biedni Polacy? Społeczne podziały.

db Notatki: 2005a
„Nie lękajcie się”

dc Notatki: 2006a
Główna linia podziałów. Marginalizacja i wykluczenie wielu Polek i Polaków.

dd Notatki: 2006b
Exodus rodaków. Ucieczka z beznadziei.

de Notatki: 2007g
O poprawności ekonomicznej, politycznej i moralnej.

df Notatki: 2007h
Zaćmienie umysłów czy egoizm establishmentu?

dg Notatki: 2007i
O samozadowoleniu elit. „Humanizm” opresyjny. „Otwartość” marginalizująca i wykluczająca.

dh Notatki: 2007j
Nie powinno się ograniczać gry rynkowo-społecznej.

di Notatki: 2007k
O neoliberalnej poprawności i nadgorliwości.

dj Notatki: 2007l
Liberalny przechył.

fa Notatki: 2008a
Nieznośna propaganda sukcesu

fb Notatki: 2008b
Receptą na sukces gospodarczy i spokój społeczny jest równowaga gospodarczo-społeczna.

fc Notatki: 2008c
Świat jest tajemnicą. Jedynie słuszne myślenie jest niebezpieczne.

fd Notatki: 2008d
Czy jako naród mamy prawo do pozytywnego myślenia o sobie?

fe Notatki: 2008e
O światowym kryzysie i o zmianie światowego podziału konsumpcji i pracy.

ff Notatki: 2008f
Kryzys nie wziął się z niczego. Przyczyny kryzysu.

fg Notatki: 2008g
Gra rynkowa bez żadnych humanitarnych reguł.

ga Notatki: 2009a
Struktura dzisiejszego kapitalizmu. Czy sprywatyzować demokrację?

gb Notatki: 2009b
Dyktatura większości. Polityczna i medialna bezduszność.

gc Notatki: 2009c
Czy osoby produktywne są ofiarami osób nieproduktywnych?

gd Notatki: 2009d
Inercja świadomości elit w kwestii dotyczącej naszej transformacji. Unikajmy schematów.

ha Notatki: 2010a
Narodowa tragedia.

hb Notatki: 2010b
Po co nam ten konflikt? Para-liberalna bezduszność. Obrona pseudo liberalnej, postkomunistycznej rzeczywistości.

hc Notatki: 2010c
Choroba wykoślawionych idei nowoczesności i postępu.

hd Notatki: 2010d
Komu upodlenie, komu honory?

ia Notatki: 2011a
Opresyjny system. Odporni na rzeczywistość.

ib Notatki: 2011b
Jaka będzie nasza starość?

ic Notatki: 2011c
O kryzysach: gospodarki, wartości, demokracji, globalizacji.

id Notatki: 2011d
Kryzys w Grecji. Epoka prestidigitatorów i krzykaczy.

ie Notatki: 2011e
Brak poszanowania wartości pluralizmu przez „ucywilizowanych nowocześnie”

ie Notatki: 2011x


if Notatki: 2011f
Erozja neoliberalnego kapitalizmu. Kryzys nie wziął się z niczego.

ig Notatki: 2011g
Dysonans między wydajnością gospodarek a gospodarczym i społecznym zorganizowaniem.

ih Notatki: 2011h; 2012a
Idee „Solidarności” nie umarły.

ja Notatki: 2012b; 2013a
Przesilenie kapitalizmu, który nazywają liberalnym

jb Notatki: 2013b
Neoliberalny ustrój kastowy. Cofnięcie się w zaawansowaniu humanizmu.

jc Notatki: 2013c; 2014a
Neoliberalno-lewacko-korporacyjno-kapitalistyczny,”postępowy” system gospodarczo-społeczny jest źródłem napięć lokalnych, globalnych i ludzkich nieszczęść.

jd Notatki: 2014b
Współczesna „postępowa” ortodoksja. Kapitalizm ideologiczny, obłudny.

je Notatki: 2014c; 2015a
Liberalny letarg. Czy nastąpi przebudzenie?

jf Notatki: 2016a
Zaciekły opór establishmentu przed utratą ego-liberalnych przywilejów.

jg Notatki: 2016b; 2017a
Para-liberalna propaganda przestaje oddziaływać.

jh Notatki: 2018a; 2019a; 2020a
Pseudoliberalna i pseudo postępowa hucpa.

ji Notatki: 2020b
Wysferzone, egoistyczne, zarozumiałe elity

Notatki: Spis treści



OOOOO
OOOOO


NOTATKI - CAŁOŚĆ


OOOOO
OOOOO



Zabawy słowami a

Zabawy słowami b

cc Notatki: 2007f

Nie takich przemian chcieliśmy.
Która z poprawności wyrządziła więcej szkód?


Siena

Luty 2020

Przyczyny głębokich społecznych podziałów.

Skąd się wziął w III RP tak głęboki podział naszego społeczeństwa, tak wielki chaos i poplątanie ocen politycznych, gospodarczych, moralnych, ideowych? Czy z niewiedzy, z przyjmowania za prawdy pozorów prawd, z powodu wielkiego chaosu informacyjnego i poplątania wizji i rzeczywistości.

Pierwotnym podziałem był podział według kryterium dobrych i złych ocen przemian.

Uldze, że wreszcie skończył się w Polsce komunizm, towarzyszyła nadzieja, że będzie wreszcie u nas normalnie, dobrze, że kraj wkroczy na prawidłową drogę przemian i rozwoju, towarzyszyło przeświadczenie, że przemiany muszą odmienić kraj i życie jego obywateli na lepsze. Nie przyjmowano możliwości, że transformacja może przybrać zły kształt. Ufano decydentom i medialnym komentatorom. Przeświadczenie o prowadzeniu dobrej polityki gospodarczej i społecznej było podtrzymywane neoliberalną medialną propagandą. Główne media były przejęte w całości przez rządzących liberałów i lewicowców narzucających narrację o przemianach.

To myślowe uzależnienie części społeczeństwa, zwłaszcza liberalnego establishmentu i tzw. liberalnych elit od optymistycznej wizji było tak wielkie, że nie zauważano, że rzeczywistość transformacyjna zupełnie nie odpowiadała tej wizji, że była jej przeciwieństwem. Zatracono zmysł obserwacji, gotowość wsłuchiwania się w głosy wielkiej części społeczeństwa, milionów obywateli, dla których transformacja była bardzo przykrym doświadczeniem, dla niektórych koszmarem. Wielkie części establishmentu i elit były zanurzone w jakiejś myślowej i duchowej malignie. Myślowe i duchowe odrętwienie trwa niezmiennie do dzisiaj. Wizja pożądanego kierunku przemian stała się dla nich rzeczywistością. A fatalna polityka wykoślawionego liberalizmu gospodarczego, koncesjonowanie wolności gospodarczej przez decydentów o pseudo liberalnej proweniencji doprowadziły do pauperyzacji milionów obywateli, do gospodarczego i moralnego marazmu.

Zaistniała nieoczekiwana, dziwaczna sytuacja. Część zwolenników idei ruchu „Solidarność” stała się aspołeczna, oderwana od społeczeństwa, wysferzona, wrogo do niego nastawiona, obojętna wobec współobywateli żyjących w biedzie i upokorzeniu, wobec ludzi dzięki którym „Solidarność” powstała i zwyciężyła komunizm, dzięki którym zaistniały przemiany ustrojowe. Pseudo liberalne i pseudo lewicowe środowiska zbliżyły się natomiast do prominentów PRL-u i dawnych komunistycznych aktywistów, były i są z nimi w komitywie i z nimi współpracują i tworzą front walki z obozem rozsądku, a także ze społecznymi nizinami i społecznym środkiem. Wcześniej ludzie z pro-solidarnościowych, stanowiących jedność środowisk, ludzie wywodzący się z różnych klas i warstw społecznych stali się dla siebie wielkimi wrogami. Duża część establishmentu i tzw. elit zaczęła doszukiwać się w społeczeństwie różnych wad, lub mocno wyolbrzymiać istniejące mankamenty, szukać pretekstów usprawiedliwiających ich wrogość do społeczeństwa. Zamiast szukać dialogu i kompromisów, zamiast przekonywać w spokoju do swoich racji, zaczęli w imię „postępowej” tolerancji i wolności atakować z furią inaczej od nich myślących, według nich nieprawomyślnych.

Prawomyślni według wypaczonego neoliberalnego wzorca, a zwłaszcza neoliberalne establishment i elity zaczęły brnąć w nienawiść, histerię, zaczęły budować głęboką wrogość do wielkiej części społeczeństwa. Erozja ich postaw i sumień osiągnęła gigantyczne rozmiary. Rów podziału i wrogości coraz bardziej się pogłębiał i przybrał monstrualną wielkość, która na długie lata uniemożliwi porozumienie i scalenie społeczeństwa we wspólnotę wspólnych celów i dążeń, tym bardziej, że ci, którzy nie dostrzegli wad i marności transformacji nie potrafią przyznać się do błędnego myślenia i błędnych jej ocen i do obojętności w stosunku do współobywateli, których jej złe skutki mocno dotknęły. (Obym się mylił) Narracja para-liberalnych i para-lewicowych elit była przez dekady narzucana społeczeństwu przez zawłaszczone przez nie media. Część społeczeństwa niestety tej narracji uległa i do dzisiaj nie potrafi się od niej uwolnić.

Prawomyślni pseudo-liberalnie chcąc się dobrze czuć, chcąc się dowartościować jako ci którzy myślą postępowo i nowocześnie i którzy według swoich przekonań wyzbywają się ograniczeń ludzkiego myślenia, które są niepotrzebnym balastem odziedziczonym z przeszłości zaczęli hołdować wszelkim liberalnym i lewicowym trendom i modom i utwierdzać się w swojej postępowości, światowości. Budując i utrwalając swój egoizm i liberalną, środowiskową centryczność stali się nieustępliwi, zakłamani, hałaśliwi, ortodoksyjni w swych przekonaniach i ocenach i atakują fanatycznie, bez opamiętania tą część społeczeństwa, która nie chwali bałwochwalczo neoliberalnych gospodarczo-społecznych przemian.

To liberalno-lewicowe elity i środowiska są o wiele bardziej nieprzejednane od społeczeństwa, od ludzi ze społecznych nizin i społecznego środka. Wrogość liberalnych tzw. elit i establishmentu do społeczeństwa została rozbudowana do monstrualnych, koszmarnych rozmiarów. To ludzie z liberalno-lewicowych środowisk, którzy uważają się za bardziej światłych, w imię obrony tzw. postępu nadali sobie prawo do zachowań prostackich, obłudnych, wulgarnych, podłych wobec według nich ciemnej części społeczeństwa.


Maj 2007

Chorobliwe projekcje poprawnych politycznie umysłów.

Po 1989 roku w Polsce były budowane dwie poprawności, które wypaczały rzeczywistość: gospodarcza i polityczno-ideowa. Obie poprawności: polityczno-ideowa i gospodarcza wzajemnie się wzmacniały. Obie zbudowane były na zaufaniu społeczeństwa do animatorów przemian i na nadziei, że przyniosą one szybkie zmiany. Obie stworzyły wysoce zintegrowany system myślowy oparty jak się okazało na iluzjach, na „zdrowym rozsądku” życzeniowym, wydumanym, który skutecznie wypierał pragmatyczność i rozsądek rzeczywisty. Obie były wzmacniane i utrwalane wbrew empirii, wbrew doświadczeniom milionów obywateli naszego państwa.

Zła polityka finansowa i gospodarcza doprowadziła do biedy i marginalizacji, do wielkiego bezrobocia i wykluczenia wielkich rzesz obywateli, co doprowadziło do społecznego niezadowolenia do kształtu przemian i do negatywnych ocen postkomunistycznych elit. Niezadowolenie społeczne i sprzeciw wobec prowadzonej polityki były poczytywane przez dużą część elit, (która przemiany oceniała za świetne, a nawet wzorowe) za warcholstwo, za postawy anty establishmentowe, skierowane przeciwko reformie i państwu, a nawet zupełnie dziwacznie za konserwatywne, nacjonalistyczne, faszystowskie.

Elity pseudo-liberalne i pseudo-lewicowe zwane przez siebie, choć niesłusznie postępowymi, publicyści głównego medialnego, „słusznego” nurtu, którzy zdominowali w sposób dokładny medialny przekaz i inne osoby mające wpływ na kształtowanie opinii publicznej oceniali i nadal oceniają dokonane w naszym kraju po 1989 roku przemiany, jako bardzo pozytywne, wręcz, jako wzorcowe i prawie zupełnie nie dostrzegali i nie dostrzegają w nich negatywów, i nie wyobrażają sobie, by mogły one przebiegać inaczej, dużo efektywniej.

W przekazie medialnym dostępnym społeczeństwu niezwykle rzadko występowały osoby, które podważały prowadzone polityki: finansową i prywatyzacyjną, których personifikacją jest Leszek Balcerowicz, które były główną przyczyną nieszczęść Polaków i zbyt wolnego i chaotycznego gospodarczego rozwoju. Budowana była i jest systematycznie, niestrudzenie apologia transformacji w kształcie jaki zafundowali nam ortodoksyjnie liberalni politycy.

Tworzyły się dwa światy, a właściwie dwa odrębne społeczeństwa, jedno składające się z osób dla którego transformacja gospodarczo-polityczna była i jest niezwykle dolegliwa i osób, które tą dolegliwość widziały i które się z takimi przemianami nie zgadzały i nie zgadzają, i drugie, które złych skutków przemian nie doznało, które składa się po części z osób, które bronią swoich przywilejów, często nieuczciwie zdobytego materialnego bogactwa, prestiżu, które narzucają swój butny przekaz o swojej lepszości od innych obywateli, o tym, że należą do forpoczty przemian, do dobrodziejów, którym należą się od społeczeństwa hołdy i po części z osób, które niejako dołączyły się do chwalców transformacji niejako bezinteresownie, które wierzyły i wierzą decydentom i neoliberalnym i lewicowym, pokomunistycznym elitom, że jej kształt był i jest optymalny.

Część społeczeństwa była i jest znieczulona na dziejące się pauperyzację i bezrobocie wielkiej części społeczeństwa, na wykluczenie lub marginalizację wielu obywateli, a informacje o biedzie i bezrobociu współobywateli traktowała i traktuje jak informacje docierające z dalekiego kosmosu, w wygodny dla siebie sposób ulega bezrefleksyjnie propagandzie sukcesu, i nie dostrzega brzydkiej rzeczywistości i ułomności transformacji.

W wielu środowiskach wierzy się mocno i bezrefleksyjnie decydentom, autorom i propagatorom prowadzonej polityki, która ignorowała gospodarczo-społeczną rzeczywistość. Teorie gospodarcze przyjmuje się w nich automatycznie i bezkrytycznie.

Niektóre osoby nawet gdy dostrzegały ułomność przemian nie miały odwagi i śmiałości, by podważać obowiązujących, rygorystycznie narzucanych opinii, były uzależnione od pracodawców, od przełożonych, uczepione swych stanowisk, swych miejsc pracy.

W polityce finansowej tkwił potężny błąd merytoryczny. Zbyt mocny złoty prowadził do permanentnego zachwiania gospodarczej równowagi i do spowalniania rozwoju. Ale również polityka prywatyzacyjna przyniosła gospodarce i społeczeństwu wiele szkód. Polityka transformacji prowadzona rzekomo w duchu wolności i dobra wszystkich obywateli w realu była polityką liberalizmu zdeformowanego, który podzielił społeczeństwo na klasy.

Dopisek z lipca 2016

Neoliberalno-lewicowy świat, liberalno-lewicowe środowiska (U nas i na świecie) stworzyły pazerny, opresyjny, niesprawiedliwy kapitalizm, niesprawiedliwe stosunki społeczne i bezwzględną, opresyjną, nienawistną rewolucję obyczajowego „postępu”

Pod wpływem propagandy i kłamstw polityków i mediów wielu ludzi każdą próbę podważenia liberalnej i lewicowej narracji o świetności naszych przemian traktuje jak zamach na liberalną świętość. Wielu wpadło w jakieś wymierzone w kontestujących przemiany rozwścieczenie, w jakiś anty-pisowski histeryczny amok, w jakiś nienawistny pęd. W zaślepieniu zwalczają wszystko co jest z PiS-em związane. Są jak nakręcone zegarki, ich myślenie toczy się w jednym, ściśle wytyczonym kierunku, w kierunku narzuconego, wyimaginowanego jedynie słusznego szablonu postępu i nowoczesności.

To elity liberalne i lewicowe stworzyły ostre społeczne podziały i później oskarżały i nadal oskarżają o ich sprokurowanie kontestującą przemiany część społeczeństwa i siły polityczne, które transformacji gospodarczo-politycznej się sprzeciwiały. Nasz liberalizm gospodarczy, duchowy i obyczajowy wpisuje się w liberalizm światowy, który pogłębia już istniejące podziały w różnych, nie tylko gospodarczych sferach życia mieszkańców Ziemi i wywołuje kolejne. Te pogłębiające się wielkie różnice wywołują napięcia społeczne i międzynarodowe, które już wywołują i mogą wywoływać dalsze konflikty.

Do tych nierównowag, napięć i zagrożeń związanych z neoliberalnym i korporacyjnym systemem funkcjonowania światowych przemian liberalny świat „Zachodu” dołączył nowe zagrożenie budując gospodarczą i polityczną potęgę komunistycznych Chin, które mogą być groźniejsze od po-komunistycznej, imperialnej Rosji i które razem z Rosją mogą uzurpować sobie prawa do stwarzanie nowego światowego „ładu”


Styczeń 2007.

O neoliberalnych obozach: politycznym i gospodarczym i o obowiązujących po 1989 roku politycznych i gospodarczych doktrynach.

Twórcami tych obozów i osobami które w III RP miały wpływ na kształtowanie się obowiązujących sposobów myślenia i na ich narzucanie jako poprawności ideowych i ekonomicznych stali się Adam Michnik i Leszek Balcerowicz.

Leszkowi Balcerowiczowi i Adamowi Michnikowi nie zarzucam złej woli w w zapoczątkowaniu złych kierunków przemian na starcie transformacji, doceniam ich odwagę w podjęciu się jej kształtowania, ale jednocześnie mam do nich wielki żal za pochopność późniejszych działań, za trwanie przy działaniach, których rezultatem jest rozczarowanie przemianami wielkich grup społecznych, w tym społeczności solidarnościowej, rozczarowanie z rzeczywistości, którą mamy po upadku PRL-u i praktyczne uprzywilejowanie dawnego komunistycznego establishmentu, do pierwszego z nich za pochopność i trwanie w serwowaniu liberalnych rozwiązań gospodarczych, do drugiego za całkowitą niechęć do odcięcia nowej rzeczywistości od PRL-u, niechęci do lustracji i rozliczeń i jednocześnie ogromną pochopność w serwowaniu opinii o nacjonalistycznym zagrożeniu, o potencjale ksenofobi tkwiącej w naszym społeczeństwie

Jako osoby, które stały się autorytetami, które stały się liderami podjęli się wyznaczania dróg rozwoju kraju i społeczeństwa wg swej wiedzy i według swych przekonań. Może mieli dobre intencje, ale ich myślenie zawierało brzemienne w skutki błędy i było mocno destrukcyjne. Błędy wynikały z ich mocnego uzależnienia od sztywnych doktryn. Zostały one popełnione zarówno w sferze społecznych relacji jak i w sferze gospodarki.

Ich koncepcje i sposoby myślenia wydawały się wielu osobom, zwłaszcza osobom z establishmentu słuszne, jednak szkoda, że nie były one traktowane, jako głosy w dyskusji, a przyjęto je powszechnie, jako gotowe doktryny, że ignorowano głosy domagające się sprawiedliwszych gospodarczo-społecznych przemian.

Radykalna gospodarcza terapia szokowa i łagodna, spolegliwa wobec beneficjentów komunistycznego ustroju polityka grubej kreski przyniosły fatalne rezultaty. Ale jeśli można jeszcze starać się zrozumieć i wybaczyć ich wprowadzenie na początku transformacji brakiem doświadczeń w przemianach gospodarczo-politycznych, to tkwienie w błędach, ich kontynuowanie gdy już widoczne były ich bardzo negatywne skutki są niewytłumaczalne.

Po odzyskaniu wolności wielu z nas towarzyszyła satysfakcja i podziw dla dojrzałości, odwagi i roztropności społeczeństwa solidarnościowego, u niektórych jednak osób elit, zwłaszcza lewicowych proweniencji pojawiła się dziwna obawa, że jesteśmy, jako społeczeństwo zapóźnieni cywilizacyjnie, mentalnie i moralnie że jesteśmy daleko w tyle za światem nie tylko pod względem gospodarczym, materialnego poziomu życia, ale że jesteśmy zacofani w zbiorowej świadomości, że jesteśmy społeczeństwem i narodem niemoralnym, podatnym na nienawiść, że wyjdą z nas demony. Dlatego chcieli oni zapobiec temu narzucając przesadną ostrożność i przesadne bariery przed uzewnętrznianiem całej palety polskich sposobów myślenia i zachowań.

Pomimo dużego spokoju, cierpliwości i odpowiedzialności polskiego społeczeństwa bali się bezpodstawnie, „na zapas” zachowań towarzyszących rewolucjom i szybkim ustrojowym i społecznym przemianom. Obawiali się porewolucyjnej nadgorliwości niektórych osób, bali się drastycznych, mściwych rozliczeń, a sami zaczęli stosować mowę nienawiści i piętnowania wszystkiego co nie mieściło się w ich wizjach para-liberalnego i lewicowego państwa, jednocześnie byli zupełnie obojętni a nawet przyzwalający na dziejące się pod wpływem błędnej polityki gospodarczej: pauperyzację społeczeństwa, ogromne bezrobocie, niesprawiedliwości, ogromną korupcję, gospodarcze przestępstwa, działania mafii i na wynikające z chaosu i biedy: wzrost przestępczości pospolitej i upadek moralności niektórych osób i środowisk.

Od samego początku przemian mieliśmy dualizm ocen i działań ze strony liberalnych i lewicowych guru i mediów na czele z „gazetą Wyborczą” i później też z telewizyjną stacją „TVN „ pobłażanie zarówno dla działań byłych komunistów jak i dla przestępców, dla tworzenia trefnych układów, mafii a z drugiej strony wielką, najczęściej bezpodstawną surowość w ocenach społeczeństwa. Dualizm przyniósł bardzo złe skutki.

Z jednej strony mieliśmy zbytnie zawierzenie w totalną wolność, która nie mając żadnych ram i ograniczeń przerodziła się w dowolność, w zachowania nieetyczne niektórych środowisk, grup i osób, z drugiej strony koszmarnie bezkompromisowe i opresyjne traktowanie dużej części społeczeństwa.

To właśnie myślenie para-liberalnych elit jest niedojrzałym, a nie myślenie i zachowania społeczeństwa.

Błędem było pozostawianie przywilejów wysokim prominentnym przedstawicielom PRL, a zwłaszcza przywilejów i wysokich uposażeń oprawcom, w sytuacji wielkiej biedy licznej rzeszy zwykłych Polaków.

Michnik uważał wspaniałomyślnie, że cel ruchu „Solidarności”, którym było wprowadzenie ustroju demokratycznego został osiągnięty i nie należy rozpamiętywać win dysponentom ustroju komunistycznego, że każdy obywatel na nowo powinien móc się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Mogło to wydawać się rozsądne, jednak w praktyce okazało się fatalne w skutkach.

W pokomunistycznych państwach, w których przeprowadzono lustrację i rozliczenie apologetów i beneficjentów komunistycznego państwa procesy demokratyczne i gospodarcze miały dużo korzystniejszy przebieg.

Jeszcze chyba większym błędem było prowadzenie polityki selektywnej liberalizacji gospodarki, ograniczanie dostępu do prywatyzacji do wąskiego grona osób i wg mnie głównym błędem była polityka przesadnie trudnego pieniądza, a także pochopnego pozbywania się narodowego majątku.

W miarę upływu czasu następowało wzajemne oddziaływanie i pogłębianie się złych nastrojów gospodarczych i politycznych. Marazm gospodarczy wyrażający się przede wszystkim ogromnym bezrobociem musiał wyostrzać wyczulenie na dziejącą się niesprawiedliwość w procesie uwłaszczania społecznego majątku i pogłębiać nastroje rozliczeniowe. Poczucie niesprawiedliwości potęgowało jeszcze bardziej przygnębienie spowodowane pauperyzacją dużej części społeczeństwa.

Można rozgrzeszyć Michnika i Balcerowicza za ich działania na samym początku transformacji. Z perspektywy czasu, który upłynął krytyka ich początkowych poczynań jest łatwa, łatwo być mądrym po czasie, ich grzechy pomniejsza fakt, że ich wizje i ich koncepcje zostały przyjęte prawie powszechnie przez zagubione elity i dużą część społeczeństwa. Byli oni hołubieni, nadano im nimb wybitnych ekspertów, prawie geniuszy, mężów opatrznościowych na trudny czas gospodarczej i ustrojowej transformacji. Ale już po upływie dwóch lat, a nawet wcześniej, gdy widać było złe rezultaty ich zabiegów powinni z nich się wycofać. Nie potrafili jednak zdobyć się na przewartościowanie swojego myślenia, swoich poglądów. Nie potrafili przyznać się do błędów, pomimo ewidentnych symptomów ich popełnienia.

Wielu polityków i publicystów oceny procesu demontażu komunistycznego ustroju i budowania wolnej Polski wciąż upraszcza, trywializuje i lukruje. Zwłaszcza bardziej wstrzemięźliwi w swych bezkrytycznych ocenach transformacji winne być osoby, którym życie zaoszczędziło jak dotąd gorzkich, stresujących przeżyć i trudnych wyborów. Czy mędrkowanie, stosowanie przez nich zbyt prostej retoryki nie może być poczytane przez ludzi, których transformacja dotkliwie doświadczyła za przejaw arogancji i zadufania w swoją nieomylność? Mądrość wydumana, nieprzeżyta, abstrahująca od doświadczenia może się okazać mądrością abstrakcyjną, wykrzywioną lub niepełną, mało prawdziwą. Niektóre zjawiska mogą być wyolbrzymione inne niedocenione, do niektórych zdarzeń przypisuje się zbyt dużą wagę do innych zbyt małą.

Zwłaszcza napiętnowanie prze ludzi para-liberalnych elit części społeczeństwa za to, że domaga się, by w życiu społecznym były przestrzegane humanistyczne i chrześcijańskie zasady współżycia i buntuje się przeciw niesprawiedliwości jest nieetyczne, a w wielu wypadkach cyniczne.

Dzisiaj paradoksalnie neoliberalne i lewicowe elity i establishment stały się egoistyczne, wrogie społecznej solidarności, pluralizmowi i humanizmowi.

Dziś przy ograniczeniach rynkowych (sztucznie i niepotrzebnie stworzonych), przy wielkim bezrobociu wielu pseudo liberałów i pseudo lewicowców, celebrytów oskarża ludzi ze społecznych nizin, bezrobotnych, wykluczonych o brak zaradności, brak indywidualnych talentów, siły i bezwzględności, które umożliwiłyby wpisanie się w gospodarczą, wykoślawioną rzeczywistość.

To tak jakby mówili, że ci, którzy nie potrafią znaleźć miejsca w przepełnionej ratunkowej szalupie, którzy nie wyrzucają z niej innych, by samemu zająć ich miejsce muszą się utopić, że są sami temu winni, że to nie wina przewoźnika, że wyposażył statek w zbyt mało szalup, tylko pasażerów, którzy znaleźli się na statku.


Sierpień 2021

Balcerowicz i Michnik, to postacie tragiczne i zarazem błazeńskie. Ich sposoby myślenia tak głęboko wryły się w ich psychiki, że przyjęły postać niewzruszonych doktryn i ideologii. Nawet po upływie wielu lat nie potrafią spojrzeć z dystansu, obiektywnie na naszą rzeczywistość, na przemiany, które dokonały się po 1989 roku, nie potrafią zweryfikować swoich: myślenia i postaw i atakują z furią myślących inaczej niż oni, atakują wielką część społeczeństwa, oskarżając ją z zajadłością o obskurantyzm, wrogość do postępu. To ich brnięcie w neoliberalne ideologie stało się żałośnie groteskowe.


Liberałowie odmawiają ludziom nie należącym do liberalnego establishmentu wyrażania swoich odczuć i ocen.

Czy zwykli, nienależący do establishmentu ludzie nie mają prawa do przedstawiania swych odczuć, przemyśleń i analiz, nawet, gdyby były obarczone błędami? Czy nie mają prawa do dokonywania analiz i ocen społecznej rzeczywistości i do oceny rzeczywistości gospodarczej? Dlaczego niepoddawanie się propagandzie i myślenie ideowe i ekonomiczne inne niż według para-liberalnego wzorca jest mocno zwalczane i uważane za prymitywne i obciachowe?

Różnego rodzaju prześmiewcy kpiący z ludzi kontestujących obecną para-liberalną rzeczywistość, herosi pióra, szklanego ekranu i kamery, ironizujący z przeciętnych Polaków, według nich nieudaczników nie zadają sobie trudu zastanowienia się nad przyczynami społecznego niezadowolenia i społecznych oczekiwań.

Wykpić jest łatwo, zrozumieć przyczyny trudniej.


Czy przeszłość jest nieważna?

Opozycja zarzuca dzisiejszej władzy, że zbyt mocno tkwi w przeszłości i zbyt mocno angażują się w proces rozliczeń. A przecież ten proces jest u nas wciąż dużo łagodniejszy niż w innych krajach pokomunistycznych.

Aby budować przyszłość wg swoich wizji trzeba zmienić teraźniejszość, która jest bazą do budowania przyszłości i która jest determinowana przeszłością. Na pewno niektórych procesów nie da się już odwrócić, ale trzeba próbować zmienić to, co się jeszcze zmienić da. Jak można budować system bardziej sprawiedliwy i bardziej wydolny nie próbując pewnych negatywnych procesów zatrzymać, pewnych odwrócić albo chociaż zmodyfikować. Oczywiście potrzebna jest rozwaga i potrzebne jest też skupienie się przede wszystkim na przyszłości.

Nastawianie się na budowanie przyszłości, bez zbytniego oglądania się w przeszłość było po 1989 roku nie tylko nastawieniem liderów, ale także części społeczeństwa, która była zmęczona walką, która chciała cieszyć się odzyskaniem wolności i budować nowe, lepsze życie, która chciała by przemiany miały spokojny, nierewolucyjny charakter, która miała dobroduszną wolę, by władzom i prominentom PRL przebaczyć. (Nie oznaczało to zapomnienia działalności przestępczej i przyzwolenia na taką działalność już w nowej Polsce). Polityka „grubej kreski” nowych solidarnościowych władz współgrała z tym nastawieniem. „Gruba kreska” Mazowieckiego była właśnie taką cezurą czasową, była zaproszeniem wszystkich Polaków w przyszłość.

Jednak szybko okazało się, że zamiast pokory, skruchy, zamiast docenienia polityki przebaczenia, zamiast poskromienia swych komunistycznych przyzwyczajeń, funkcjonariusze i prominenci dawnej komunistycznej Polski z jednej strony wciąż bronili komunistycznej, peerelowskiej przeszłość, nie pozbyli się fascynacji ideologią komunistyczną, a z drugiej strony wykorzystali w sposób tupeciarski swoje umocowania i układowe powiązania i w cyniczny sposób w bezkompromisowej grze w nowej rzeczywistości, znaleźli nowe pola do działania, w polityce i zwłaszcza w gospodarce, bardzo łatwo tworzyli i wchodzili w formalne i nieformalne układy. To niebywałe, ale ideologiczność komunistyczną szybko zamienili na ideologiczność pazernego kapitalizmu, na praktyczność dorabiania się poprzez zawłaszczanie państwowego majątku.

A może jednak normalną, ludzka rzeczą jest wykorzystywanie nadarzających się okazji i szans? Może natura ludzka, zachowania ludzi są niezmienne, niezależne od ustroju i jeśli tylko zostaną stworzone odpowiednie warunki zachowania te zostaną uruchomione? Temu „odnajdywaniu się” w grze w nowej rzeczywistości sprzyjała polityka gospodarcza, która szybko i w zbyt mocny a przy tym niesprawiedliwy sposób dzieliła społeczeństwo na biednych i bogatych, która otwierała pola do działań układowych i która dawała przewagę tym osobom, które były w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu, które piastowały ważne stanowiska jeszcze w PRL u i tym, które umiały znaleźć się w układach.

Gdyby wywołana złą polityką rzeczywistość gospodarcza nie okazała się tak drastyczna, tak dzieląca społeczeństwo, to te ludzkie przypadłości, pazerność, buta tak dawnych komunistycznych prominentów jak i kombinatorów z innych środowisk nie miały by tak szerokiego pola do zaistnienia i nie denerwowałoby tak społeczeństwa, a idee Michnika i innych solidarnościowych działaczy skupionych w Obywatelskim Klubie Parlamentarnym a później w Unii Demokratycznej nie byłyby tak kontestowane.

Jednak czy mogły nie wywoływać społecznego sprzeciwu obarczone pazernością, arogancją, butą karygodne zachowania byłych prominentnych osób PRL-u takie jak przejmowanie majątku, prokurowanie afer na czele z aferą FOOZ.

Obrońcy procesu transformacji zarzucają kontestującym go, że łatwo jest krytykować gospodarczą i społeczną politykę z perspektywy czasu, który upłynął. Była ona liberalna, ale też wpisywała się w światowe tendencje i mody i czerpała ze światowych wzorów. Jednak szkoda, że w miarę upływu czasu po obserwacji gospodarki i kondycji społecznej nie następowała jej weryfikacja. W planowaniu przyszłości błędy są rzeczą normalną i chyba nieuniknioną. Ważne jest, by przy nich nie trwać, by plany weryfikować.

Z perspektywy minionego czasu uważam, że jakaś forma rozliczenia i odsunięcia choćby na jakiś czas od państwowych i gospodarczych stanowisk działaczy i władców komunistycznego państwa i gorliwych pracowników jego służb przyniosłaby dobre skutki, choć nie uważam że to rozliczenie powinno przyjąć skrajną formę i bezkompromisowy charakter totalnych czystek i zemsty, a na pewno nie do przyjęcia byłaby sytuacja podobna do tej, jaka miała miejsce w Rumuni.


Dojrzewanie komunistów do zrezygnowania z władzy absolutnej.

Ustrój komunistyczny był narzucony Polakom siłą, jednak były okresy, w których komunistyczne władze łudziły się, że mają trwałe poparcie większości społeczeństwa, a przynajmniej usilnie zabiegały o zachowanie pozorów takiego poparcia.

W latach osiemdziesiątych uświadomiły sobie, że było to iluzją, przekonały się dobitnie, że takie poparcie nie tylko nie istniało, że społeczeństwo było do nich nastawione wrogo, że pomimo upływu lat Polacy przechowali wartości wolności i suwerenności i antykomunistyczną awersję.

Nie było chyba tak, jak przedstawiają to niektórzy publicyści, że oddanie władzy przez komunistów na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych było przesądzone. Wprawdzie nawet duża część członków PZPR aprobowało przemiany, czego wyrazem był ich liczny udział w ruchu „Solidarności”, ale więcej było takich, którzy widzieli w „Solidarności” katastrofę i wszelkimi siłami chcieli temu zapobiec.

Dojrzewanie komunistycznej władzy i jej zaplecza do podzielenia się władzą było długotrwałym procesem, przebyła ona drogę od zdeterminowanej, przy użyciu wszelkich środków jej obrony do momentu gotowości do ustępstw i rozmów z opozycją. Bardzo długo władza chciała zmęczyć i rozbić solidarnościową opozycję i uzyskać społeczną aprobatę na rozprawienie się z nią stosując nieustające prowokacje.

To mądrość ludzi „Solidarności” i jej przywódców, prowadzenie długotrwałej, cierpliwej gry: z jednej strony żądań i oporu a z drugiej samo-ograniczania się i ustępstw spowodowały, że komunistyczna pewność dotycząca utrzymania ustroju i władzy w miarę upływu czasu kurczyła się. Panowanie komunistów i utrzymywanie społeczeństwa w ryzach i w stanie bezruchu i podporządkowania nie odrodziły się już do stanu sprzed powstania ruchu „Solidarności”.

Ale dopiero pod koniec lat osiemdziesiątych nastąpił przełom, dopiero wtedy gdy stan państwa i gospodarki i stan wrogości społeczeństwa do komunizmu nie rokowały poprawy i wyjścia z kryzysu komuniści zrezygnowali z utrzymywania niezmienionego ustroju i władzy. Pod koniec lat osiemdziesiątych przemyślenia inteligentniejszej i bardziej otwartej na przemiany części PRL-owskiego establishmentu pod wpływem bezradności w wychodzeniu z gospodarczej zapaści i odczuwania wobec władzy społecznego ostracyzmu spowodowały dojrzewanie do tego, by podzielić się władzą, by zdemokratyzować choćby częściowo ustrój. Ale była też z ich strony obawa, by takie choćby częściowe dzielenie się władzą nie wymknęło się spod kontroli, by nie nastąpiły: radykalna społeczna reakcja i rozliczenia.

Wydaje się, że nie mieli ustalonego, precyzyjnego długofalowego planu działania, nie do końca wiedzieli, czego chcą, z czego muszą zrezygnować i czego mogą się spodziewać.

Obie strony politycznego frontu przystąpiły do gry. Ludzie wierzący mogli dojść do przekonania, że obie strony: solidarnościową i komunistyczną oświecił Duch Święty, że następujące po sobie zdarzenia: rozmowy przy „Okrągłym Stole”, pół demokratyczne wybory, powołanie solidarnościowego Rządu, to cud umożliwiający pokojowe, w miarę bez-wstrząsowe przekazywanie władzy i demokratyzację państwa.

Zasługą i mądrością „Solidarności”, jej działaczy było prowadzenie samoograniczającej się rewolucji, był w miarę pokojowy demontaż komunizmu, był „Okrągły stół” i pokojowe przejmowanie władzy. Szkoda tylko, że to samoograniczanie przeciągnięte zostało przez liberalne elity już do nowej Polski i dotyczyło również sfery gospodarki i że trwało już w nowej Polsce zbyt długo. Szkoda, że samoograniczanie zostało zastąpione odgórnymi ograniczeniami wolności poglądów i prawa do godnego życia wielkiej części społeczeństwa przez neoliberalną i lewicową część elit uzurpującą sobie do wyznaczania polityczno-ideowej poprawności i niestety zarządzającą państwem i mediami, i że ograniczeniom zupełnie nie podlegały pseudo-lewicowe i pseudo-liberalne środowiska i jednostki.


Niedostrzeganie przez liberalne elity paskudnej, skrzeczącej rzeczywistości.

Adam Michnik i „Gazeta Wyborcza” w wolnej, demokratycznej już Polsce prowadzili debaty dotyczące społecznych, moralnych problemów dzisiejszego świata, przedstawiali na łamach Gazety poglądy różnych światowych liberalnych i lewicowych myśliciel. Dominantą ich publicystycznej aktywności była troska o zaszczepienie społeczeństwu „postępowego”, liberalnego, lewicowego myślenia.

Fałszywie, z dużą dozą nieufności oceniali i podejrzewali nasze społeczeństwo dumnie przywiązane do polskości, historii, tradycji i kontestujące po-komunistyczne ułomne przemiany o nacjonalistyczne i ksenofobiczne inklinacje. Początkowa troska „na zapas” przekształciła się później pod wpływem coraz silniejszych oznak niezadowolenia z transformacyjnej rzeczywistości płynących od części społeczeństwa w pewność, że społeczeństwo jest niewdzięczne, podłe, obskuranckie, ksenofobiczne. Powtarzane jak mantry tezy wryły się nie tylko w umysły neoliberalno-lewicowych guru, polityków, publicystów, ale też w umysły części establishmentu i społeczeństwa.

Z jednej strony środowisko „Gazety” i środowiska, które poddały się jej propagandzie zupełnie bagatelizowały pauperyzację dużej części społeczeństwa, wielkie i długotrwałe bezrobocie, wielkie społeczne niesprawiedliwości. Z drugiej strony postrzegały społeczeństwo coraz bardziej wrogo i przypisywały mu coraz większy obskurantyzm i niezdolność do tworzenia społeczeństwa nowoczesnego, tolerancyjnego.

Niezadowolenie społeczne z przemian diagnozowano jako brak wdzięczności wobec zarządzających transformacją i anarchię, patriotyzm jako ksenofobię i skłonności do faszyzmu. Paradoksalnie te zarzuty wypływały ze środowisk, które stawały się coraz bardziej nieprzejednanymi, o mentalności ideologicznych fundamentalistów. Ideologia para-liberalno-lewicowa przesłoniła im pragmatyczność, zmysł obserwacji zachodzących procesów. Para-liberalni zatracili tolerancję, empatię i szacunek do współobywateli, stali się zrzędliwymi zgredami.

Jeszcze parę lat temu wydawało mi się, że większy wpływ od Adama Michnika, Gazety Wyborczej i środowisk politycznych liberałów na złą transformację, złe społeczne nastroje i społeczne podziały mieli liberałowie gospodarczy na czele z Leszkiem Balcerowiczem, bo choć jedni i drudzy przyczynili się do wykrzywienia drogi przemian, to jednak dla społeczeństwa rezultaty prowadzonej polityki gospodarczej były jeszcze bardziej dotkliwe i namacalne od połajanek politycznych ideologów. Obecnie odczuwam, że i te niesprawiedliwe połajanki są też okrutnie dotkliwe, często nie do zniesienia.

Czy dojdzie jeszcze kiedyś w przyszłości do zrozumienia przez pseudo liberałów i „postępowców” ułomności i opresyjności transformacji i swoich grzechów nietolerancji, arogancji i buty?


Maj 2014


Fałszywi liberałowie, luzacy

Zahibernowani propagandą modelowej transformacji,
w postępowy egoizm i arogancję ubrani,
w stosunku do możnych świata uniżeni
wysferzeni ze społeczeństwa, wyobcowani z naszej nacji
bezczulni troglodyci surowo, bezwzględnie źle oceniają współobywateli
którzy śmią kontestować przemiany.

To nic, że ludzie są bez dochodów, bez pracy.
Drwią sobie z tego, byleby oni byli „do przodu”
Ich usta o sukcesie transformacji pełne słodu
i komunałów o postępie i nowoczesności
a umysły i serca do tradycji i religii wrogości.

W drętwocie sumień, w atmosferze sielskiej
Zapraszani do mediów pokazują w samouwielbieniu siebie
i swoje zadowolenie widowni plebejskiej.
Napompowani propagandą sukcesu, pełni arbitralnej wiedzy
nie chcą widzieć tego, co jest poza ich ciepłymi dziuplami.
Tańczą hucpiarsko, śpiewają do radości ody, ubawieni intrygami
Oczekują moresu, zachwytów i braw od „gawiedzi”

Obojętni, znieczuleni, gwiazdorscy, herosi, u siebie same zalety widzą
Społeczeństwa, współobywateli, „pospólstwa”, „ciemnego motłochu” się wstydzą.
Biedy w kraju nie dostrzegają, ale co za granicą powiedzą elity, to dla nich pytanie ważne ponad miarę.
Zniszczony przemysł, sprzedany krajowy majątek, ogromny dług, to drobne problemy, schować je trzeba za zobojętnienia umysłów kotarę.
Gospodarki drętwota, afery, przekręty, to dla nich nieważne problemy.
I co z tego, że informacje płynące od władz i z mediów pełne są ściemy?
Odporni na prawdę. W ułudzie żyje im się sielsko, jest im dobrze,
rozdają miedzy siebie czułości i pochwały szczodrze

Butni, aroganccy, wobec zagranicy zakompleksiali
W swoim mniemaniu wielcy, naprawdę mali.



Dwa plemiona, dwa światy –– Dla jednych rarytasy dla drugich baty –– Świat establishmentu i celebrytów – pełnych dla III RP zachwytów –– I świat biedy, upokorzenia, niepewności– które zastąpiły marzenia z okresu „Solidarności”

Luty 2007.

Kto jest mniej pluralistyczny i mniej tolerancyjny?

Bracia Kaczyńscy i skupieni wokół nich politycy od samego początku istnienia III RP kwestionowali kształt przemian i od samego początku byli obdarzani wrogością, mocno atakowani i zwalczani, byli przedstawiani przez polityków i media jako anty-demokratyczne potwory. Ich zdrowy rozsądek, wyczulenie społeczne, patriotyzm, odwagę przedstawiano jako zachowawczość, nieumiejętność odnalezienia się w nowoczesnym świecie. Oni mieli czelność podważać kierunek i jakość dokonujących się przemian, zarzucać im anty społeczny i anty państwowy charakter, oni mieli czelność nie mieć kompleksów wobec polityków i elit państw Zachodu i nie traktować ich jako politycznych, moralnych wyroczni i nie traktować Zachodu jako idealnego, niczym nie skażonego wzorca demokracji, systemu społecznego, moralnego, gospodarczego.

Po przejęciu przez ugrupowanie „Prawo i Sprawiedliwość” władzy nienawiść i ataki do Kaczyńskich i do ugrupowania przyjęły monstrualne rozmiary.

Oceny i ataki na obecne władze płynące od polityków, z publikatorów, od środowisk liberalnych i lewicowych są jednostronne i niesprawiedliwe. Uproszczonym i niesprawiedliwym jest pogląd, że wszystkim przedstawicielom władz i osobom ją wspierającym są obce postawy akceptujące inności i złożoność wspólnotowego życia, międzyludzkich relacji, i koegzystencji różnych systemów wartości. Jest odwrotnie, to pseudo liberalne elity zagubiły myślenie pluralistyczne.

To powszechność różnych patologii w naszym życiu gospodarczym i społecznym determinuje postawy zwolenników PiS-u. To poczucie beznadziei egzystencji, czasami prawie biologicznego zagrożenia i odarcia z godności części społeczeństwa powoduje, że nadzieja ludzi na zmianę, na polepszenie życia znalazła wyraz w poparciu pro społecznej polityki nowych władz. To nie brak tolerancji w sferze światopoglądowej czy nadmiar nacjonalizmu i chęć zemsty i rozliczeń, a tęsknota do sprawiedliwości i do prawdy, choćby ograniczonych i chęć przywrócenia szacunku do naszej przeszłości, dla minionym pokoleniom i narodowych bohaterów wywołuje pragnienie zmiany naszej rzeczywistości. Wydaje mi się, że głównym kryterium podziałów Polaków- obywateli naszego państwa nie jest kryterium lewicowości i prawicowości, otwartości i zacofania, są nimi: kryteria bogactwa i biedy, układów i wykluczenia, bufonady i poniżenia, egoizmu i solidarności i wynikające z nich oceny naszej gospodarczo społecznej transformacji.

Przesłankami powodującymi podziały są: myślenie w kategoriach wspólnoty i prawa wszystkich jej członków do godnego życia, co wiąże się nieuchronnie z zabezpieczeniami socjalnymi i z drugiej strony myślenie w kategoriach totalnej wolności i autonomiczności jednostek i grup, w myśl zasady „każdy jest kowalem swego losu”, które jest wyrazem egoizmu i uproszczonych poglądów dotyczących sprawiedliwości, myślenie w kategoriach sukcesów własnych, zdobytych za wszelką cenę, w myśl zasady: „Cel uświęca środki” i z drugiej strony myślenie w kategoriach sukcesu wspólnotowego. W tych podziałach nie chodzi chyba o prawicowość i lewicowość czy inną „owość”.

W ocenach tych podziałów nie powinno stosować się uproszczeń. Chodzi o rzetelną, prawdziwą prawdę, a nie o prawdę para-liberalną i para-lewicową i o to by nie ignorować tysięcy rodaków sponiewieranych, wykluczonych, by również ich dopuścić do publicznych dyskusji.

Najbardziej irytującymi są publiczni prześmiewcy, którzy butnie i hałaśliwie drwią z według nich maluczkich mądrością i duchem, kontestujących dotychczasowy proces gospodarczo społecznych przemian, czy choćby uważających, że nie wszystko odbywało się w tym procesie idealnie. To ci prześmiewcy są w swym myśleniu i ocenach toporni, zachowawczy, mało elastyczni i do tego nieprzytomnie nienawistni. Niestety zarówno politycy liberalnej i lewicowej opozycji jak i duża część dziennikarzy zachowuje się podobnie do rozhisteryzowanego tłumu, który wykrzykuje slogany powtarzając je za krzykaczem z propagandową tubą.

Zamiast analizować politykę i działania władz w przeszłości, zamiast przedstawiać to, co było pozytywne, co się udało, ale także to, co było błędne i co nie przyniosło dobrych rezultatów, by wyciągnąć nauki na przyszłość, gloryfikują działania poprzednich ekip władzy i jednocześnie prowadzą histeryczną nagonkę na obecny rządzący obóz, krytykują jego zamierzenia dla samej krytyki wynikającej z wrogości. Nie potrafią oderwać się od swoich pozycji ludzi z establishmentu i elit, i popatrzeć obiektywnie, uwzględniając racje innych grup społecznych, w tym wielkiej rzeszy osób zmarginalizowanych i wykluczonych z państwowej wspólnoty.

Zamiast postaw albo oportunistycznych albo rewolucyjnych potrzeba nam postaw wyważenia. Aby doszło „do zawieszenia broni”, do kompromisu, do spotkania bez uprzedzeń i nienawiści należy pozbyć się kategorycznych osądów i starać się, jeśli nie zbliżyć się do racji drugiej strony to przynajmniej zrozumieć, jakimi kieruje się przesłankami. Trzeba spotkać się w teraźniejszości i myśleć o przyszłości, ale przeszłość traktować z poszanowaniem, jako naukę i jako bazę wyjściową, jako port, z którego wypływa się w przyszłość. Ale do tego trzeba dojrzałości i otwartości, potrzeba „kulturowej subtelności”.

Czy kiedyś będzie możliwe scalenie polskiego myślenia? Nie chodzi o jednomyślność, ale o zbliżenie ocen dotyczących transformacji lub chociażby o wzajemne zrozumienie racji dzisiejszych politycznych antagonistów i nie sądzenie ich, jako śmiertelnych wrogów, jako „wysłańców piekieł”.

W PRL-u komuniści i antykomuniści mieli różne ideały, stawiali sobie różne przeciwstawne cele, jednak wydaje się, że nawet wtedy każda ze stron rozumiała motywy działania i intencje przeciwnika, umiała zdiagnozować jego mocne i słabe strony, dzisiaj mam wrażenie, że strony barykady stworzonej przez nienawiść niedawnych przecież sojuszników w walce o niezawisłą Polskę zwalczają się w dużej mierze po omacku, że nie ma zrozumienia dla diagnoz i myślenia przeciwników, co pogłębia jeszcze emocje i nienawiść.

Wydaje mi się, że to niezrozumienie dotyczy w dużo większym stopniu osób i ugrupowań będących po tej stronie politycznej barykady, która uważana jest przez nich za tą bardziej światłą. Istnieje jakaś bariera poznawcza, jakiś błąd myślenia, odczuwania i ocen rzeczywistości, który jak wirus zainfekował prawie wszystkie umysły para liberalnego układu.

Piszę to, jako osoba, która była w różnym czasie po rożnych stronach barykady, choć starała się zająć jednak miejsce bardziej centralne, może nie miejsce chłodnego obserwatora z boku, ale raczej niepozbawione emocji miejsce „pomiędzy”, na barykadzie. Takie miejsce jest zresztą niewygodne a nawet niebezpieczne, bo można oberwać z obu stron.

Tak tęskniliśmy za demokracją, za nowym ustrojem politycznym, za nowym systemem gospodarczym, za wolnością, że staliśmy się zbyt tolerancyjni w stosunku do zaistniałej pseudo-liberalnej, pseudo-wolnościowej rzeczywistości, zbyt pobłażliwi wobec jej wad i „wybryków”. Byliśmy zagubieni. Nadwrażliwość polityczna i polityczna poprawność przekształciły się w niewrażliwość społeczną, w społeczne odrętwienie. Jako nuworysze byliśmy bezkrytyczni w głoszeniu politycznej i para-wolnorynkowej poprawności.

Neoliberalna, ascetyczna, popiwkowa polityka mocnego pieniądza i neoliberalne, prawie doktrynalne myślenie polegające na tym, że gra rynkowa nie musi być uczciwa, i może być bezwzględna, byleby przynosiła sukces osobom, gospodarczym podmiotom mocno skorelowała się z neoliberalno-lewicową ekspansywną, rewolucyjną, sterylnie słuszną „postępowością” odnoszącą się z nienawiścią do ludzi, którzy mają inne od ludzi neoliberalno-lewicowego „postępu” systemy wartości. Pluralizm i tolerancja zostały zastąpione poprawnościami: polityczną, gospodarczą, ideową. Dlatego rzeczywistość gospodarczo-polityczno-społeczna w naszym kraju jest tak mocno sfiksowana, wojenna, dla wielu opresyjna.


Styczeń 2007.

Nie takich przemian chcieliśmy. Spartaczona transformacja.
Przyjęliśmy najgorszą z form kapitalizmu i gospodarki rynkowej, „kapitalizm bez ludzkiej twarzy”.

Z przemian w Europie najbardziej skorzystały Chiny, państwa Dalekiego Wschodu i najbogatsze państwa europejskie. Społeczeństwom byłego komunistycznego bloku satysfakcję z przemian pomniejszała pauperyzacja dużych grup społecznych i brak możliwości pełnego zaangażowania się w procesy przemian.

W Polsce wielki entuzjazm i nadzieja roku 1989, zamieniły się dla wielu w przygnębiający stan niemocy, w brak możliwości włączenia się w budowanie nowej rzeczywistości.

Po 1989 roku wskutek błędnej polityki finansowej i gospodarczej nastąpił u nas nieuzasadniony przemianami ustroju gospodarczego, zbyt duży i zbyt długo trwający gospodarczy regres. Zamiast zmniejszania dystansu między naszą gospodarką a gospodarkami państw Zachodu i między poziomami życia, następowało coraz większe rozwarcie nożyc dochodów w przeliczeniu na obywatela u nas i w państwach rozwiniętych.

A do tego nastąpił zatrważająco niesprawiedliwy ich podział. Z tego pomniejszonego produktu krajowego niewielka część obywateli uzyskiwała wielkie dochody a część najbiedniejsza nie mogła uszczknąć nawet niewielkich kwot umożliwiających życie bez upokorzeń a niektórym nawet przeżycie. Zaczął funkcjonować u nas rynek wielopoziomowy. Rynki najbogatszych i najbiedniejszych dzieliła i dzieli wielka przepaść.

Dla wielu obywateli lata dziewięćdziesiąte były koszmarem. Fatalne skutki polityki para-liberałów były ignorowane przez polityków, ludzi establishmentu, elit, przez media.

Niewielu ludzi establishmentu śmiało podważać jej prawidłowość. Mieliśmy do czynienia z bezkrytycznym, bezwzględnym poparciem liberalnej polityki gospodarczej, z niedostrzeganiem jej ujemnych skutków, krańcowego ubożenia i odbierania godności wielu obywatelom naszego państwa, również wielu z tych, którzy walczyli czynnie o lepszą Polskę.

Dlatego tak przykrym dla wielu był charakter dokonującej się transformacji. To, co działo się już w niby wolnej Polsce było dla nich pasmem rozczarowań i frustracji.

Po fatalnym początku transformacji i regresu kraj zaczął się rozwijać, ale był to rozwój chaotyczny i ślamazarny i przyniósł wiele nieszczęść. Trudno sobie wyobrazić rozwój w zupełnej harmonii, ale chaosu było zdecydowanie za dużo.

Z bezkrytycznym poparciem polityki gospodarczej, z niedostrzeganiem jej ujemnych skutków, krańcowego ubożenia i odbierania godności wielu obywatelom naszego państwa szły w parze postawy bezwzględnego, zupełnego przebaczania ludziom komunistycznych elit i autorom stanu wojennego.

Część przywódców „Solidarności”, bojowników walczących z komunistycznym reżimem po powstaniu demokratycznego państwa głosiło zapewne ze szlachetnych pobudek, że dla nich najważniejsze były i są procesy zmieniające ustrój państwa, pokonanie komunizmu i zainstalowanie demokracji i że ocenom komunistycznego systemu nie powinno towarzyszyć ocenianie i rozliczanie pojedynczych osób. Ale te postawy przebaczenia zostały niestety rozciągnięte nawet na osoby, które prezentowały najbardziej plugawe postawy. Dlatego tak przykrym dla wielu był charakter dokonującej się transformacji, tego co działo się już w niby wolnej Polsce.

Wielu ludzi pozostawało bez pracy, stawało się bezdomnymi, było zmuszonych do żebrania, gdy tymczasem wielu dawnym oprawcom żyło się doskonale, lepiej niż w PRL-u. Dlatego nie powinno dziwić dokonywanie przez wielu ludzi krytyki przemian i kształtowania się radykalnych postaw i nie powinno dziwić kształtowanie się ostrych politycznych podziałów w sytuacji tak zróżnicowanego korzystania z transformacji, nie powinno dziwić dokonywanie się podziałów nawet w tej wielkiej przecież części społeczeństwa, która stanowiła kiedyś jedność i wykazywała wielką solidarność w walce z komunistycznym reżimem i ufała demokratycznym przemianom.


Grudzień 1998r

Po co mi pusty portfel z miejscem na „mocne” pieniądze?
- Sylwestrowe dywagacje o pustym portfelu, o zakupach i o sile pieniądza.

Chyba są to proste zasady ekonomii: Jeśli zawyża się sztucznie popyt i rozbudzona konsumpcja przekracza wydolność gospodarki, to ogołaca się rynek i stymuluje wytwarzanie produktów niskiej jakości i bubli, jeśli jednak popyt sztucznie się ogranicza i jest on niższy od gospodarczych możliwości, to marnuje się potencjalne możliwości i niepotrzebnie wyhamowuje gospodarkę.

Zbyt słaby pieniądz (za dużo pieniędzy w obiegu), to produkowanie bubli, to marnowanie ludzkiej pracy, to ucieczka towarów za granicę, to brak dopingu do unowocześniania gospodarki, ale zbyt mocny pieniądz (za mało pieniędzy w obiegu), to duszenie gospodarki, niepotrzebne ograniczanie konsumpcji, to zniewalanie dużej części społeczeństwa, to marnowanie ludzkiego potencjału do pracy, to ogromne bezrobocie i ludzkie tragedie, to zalew produktów zza granicy, również tych miernej jakości, to import zawartej w nich pracy, to brak pieniędzy w portfelach dużej części rodaków i ograniczenia w inwestowaniu samych Polaków i tworzeniu klasy średniej.

Bezrobocie w naszym kraju nie wynikało i nie wynika z wysokiej wydajności, z nadmiaru towarów i usług w stosunku do potrzeb i do gospodarczej wydolności, a wynika z nadmiernego, niepotrzebnego ograniczania konsumpcji przez niedobór pieniędzy w obiegu, z ciągłego podnoszenia stóp kredytowych i pozbawiania rynku możliwości samo wyregulowania się. Brak chłonności rynku, nasycenie hurtowni i sklepów towarami nie wynika z nasycenia nimi gospodarstw domowych, wynika z niedoboru środków pieniężnych potrzebnych do ich nabycia. Również hamowanie procesu inwestycyjnego wynika z niedoboru na gospodarczym rynku pieniędzy.

W sytuacji gdy Narodowy Bank prowadzi destrukcyjną politykę zbyt trudnego pieniądza procesy popytowe i inwestycyjne nie mogą przebiegać w zrównoważeniu i harmonii. Rząd może w pewnym stopniu, przez pewien czas zasilać konsumpcję i inwestycje poprzez stosowanie deficytu budżetowego, ale w dłuższej perspektywie taki stan staje się dla gospodarki wielkim ograniczeniem.

Do destrukcyjnej polityki BN dołączały się również kolejne rządy. Mechanizmy i stymulacje mające na celu unowocześnienie i podniesienie jakości gospodarki, czy zwiększenie inwestycji i pobudzenie wzrostu gospodarczego, takie jak np. obniżanie podatków, które mogą być skuteczne przy gospodarczej równowadze, braku bezrobocia i przy pełnej grze rynkowej, z udziałem wszystkich chcących w niej uczestniczyć obywateli i podmiotów, również pracobiorców, rządy/ministerstwa finansów wprowadzały i wprowadzają u nas bezrefleksyjnie w sytuacji, gdy rzeczywista wolna gra rynkowa u nas nie istnieje.

Nie można stosować podatku liniowego czy nawet regresyjnego (jak to ma u nas miejsce) i obarczać kosztami funkcjonowania gospodarki osób najbiedniejszych. W sytuacji w której znajduj się nasz rynek, przy już wprowadzonej nierównowadze rynkowej to podatki od osób najbogatszych i zwolnienia podatkowe dla osób najbiedniejszych mogą zwiększyć konsumpcję i uwolnić gospodarcze rezerwy.


Bez ducha wolności i godności nie byłoby „Solidarności”.
Chwała pokoleniom walczącym o niepodległość Polski.

Niektórzy publicyści komentują procesy przemian i dzisiejszą polską rzeczywistość tak jakby „Solidarność” powstała wyłącznie dzięki fermentowi lewicowych i liberalnych elit i ich niezgodzie na trwanie komunistycznego, reżimowego państwa.

A przecież najważniejszym czynnikiem, który umożliwił powstanie i trwanie wielkiego ruchu „Solidarności” było to, że w społeczeństwie przetrwały: poczucie godności, głód wolności, szlachetne religijne i pro państwowe, patriotyczne wartości mocno wzmocnione oporem przeciw zaborcom, oporem przeciw hitlerowskiemu okupantowi jak i sowieckiej dominacji, przeciwko trwającej prawie pół wieku komunistycznej władzy zainstalowanej przez komunistów z ZSRR. To dzięki przechowaniu w umysłach i sercach ludzi tych wartości ruch „Solidarności” był tak masowy i tak ważki. „Solidarność” skupiła ludzkie, obywatelskie tęsknoty. Wybór na papieża Karola Wojtyły i jego wizyty w kraju już jako Jana Pawła II spowodowały dumne publiczne manifestowanie tych wartości.

Rozgoryczenie wielu obywateli z powodu drogi budowania III RP bierze się właśnie z niedocenienia, z pomijania, a niekiedy wrogości do tych wartości i do ludzi, którzy je przechowali. A przecież ruch „Solidarności” nie byłby tak pospolitym ruszeniem gdyby nie otrzymał wsparcia tych ludzi.

Zasługi przywódców, działaczy, doradców ruchu „Solidarność” w doprowadzeniu do przemian ustrojowych są niepodważalne. Jednak nie trzeba dziwić się, że uznanie i szacunek wielu obywateli i szeregowych ludzi „Solidarności” i ludzi sprzeciwiających się komunistycznej władzy do niektórych z nich znacznie osłabły lub wygasły skoro roztaczają oni troskliwą opiekę, hołubią, faworyzują i nobilitują ludzi walczących z antykomunistyczną opozycją, twórców stanu wojennego a ubliżają wielkiej części społeczeństwa nazywając ludzi obraźliwymi epitetami, ciemniakami, ultrakonserwatystami, warchołami, faszystami itp.

Po II wojnie i po przejęciu władzy przez komunistów przeciw nim zawsze istniał wśród licznej rzeszy obywateli opór, przynajmniej w postaci wewnętrznej niezgody sumień: serc i umysłów. I nawet wtedy, gdy wydawało się, że był on uśpiony przechowywany był jednak pod powierzchnią złudnego zobojętnienia.

Gdy wiele osób przechowujących w sobie wartości ludzkiej uczciwości i oddania społecznej i państwowej wspólnocie doznało upokorzeń i krzywd i gdy jednocześnie idee tolerancji, przebaczania ludziom dawnego aparatu władzy i represji i asymilowania ich do demokracji, wciągania ich w nurt przemian zostały mocno wypaczone, gdy zamieniły się w politykę nadawania im przywilejów, gdy nawet wiekowych bohaterów walk o niepodległość kraju ignorowano, nie zauważano ich zasług i nie oddawano im należytej czci a uprzywilejowywano ludzi, którzy przez lata sprzeniewierzali się ideom wolności, suwerenności kraju i zwykłej ludzkiej uczciwości, to trudno się dziwić rozgoryczeniu i poczuciu zawiedzenia wielu osób w stosunku do kreatorów polityki przemian.

Społeczeństwo, które wykazało się wspaniałymi przymiotami, wolą walki o prawdziwe: pluralizm, liberalizm, któremu wszyscy, również ci hałaśliwi, zapiekli w swych negatywnych ocenach para-liberałowie zawdzięczają odzyskanie przez nasze państwo suwerenności i niezależności od ZSRR jest przez nich szkalowane i poniżane.

To właśnie tolerancja, pluralizm, liberalizm prezentowane przez para-liberałów i ludzi lewicy są naskórkowe, są wartościami deklaratywnymi. To w ich umysłach zainfekowanych ideologią neoliberalną następuje projekcja mająca niewiele wspólnego z rzeczywistością. Nazywanie przez nich wielkiej części naszego społeczeństwa, która kontestuje para-liberalną transformację faszystami i prymitywami jest ogromnie nieuczciwe i krzywdzące.


Styczeń 2007

Neoliberalna protekcjonalność w III RP

Tak zwana liberalna polityka Rządów, Banku Narodowego razem z Radą Polityki Pieniężnej spowodowała, że po 1989 roku nasz kraj rozwijał się niestety dużo wolniej niż mógł się rozwijać, że tłamszono gospodarkę.

Brak rozumienia gospodarczych procesów, zawierzenie decydentom prowadzącym gospodarczą politykę i uleganie neoliberalnej propagandzie jest jedną z przyczyn głębokich społecznych podziałów, jest przyczyną protekcjonalnego traktowania i postponowania kontestującej części społeczeństwa przez część elit.

Zapewne nie u wszystkich osób, które przybrały protekcjonalną postawę wynika ona z egoizmu i braku gotowości do solidarności ze społeczeństwem, z jego biedniejszą częścią, ale z ignorancji i zawierzenia decydentom, z ogłupienia propagandą sukcesu i idealnie przebiegającej transformacji.

Nawet niektóre osoby, które w przeszłości były wyczulone na propagandę komunistyczną i samozadowolenie komunistycznych działaczy, dzisiaj łatwo, bezrefleksyjnie wpadły w sidła propagandy III RP, w samozadowolenie i polityczne klakierstwo.


Emancypacja wolności

Człowiek z jednej strony jest częścią natury i podlega jej prawom, z drugiej, jako jej wybitna, myśląca istota czyni sobie naturę poddaną, kreuje siebie, swój kształt i i zakres wolności.

Ale w naszym kraju, po powstaniu III RP nastąpiło pomieszanie dążeń do mądrego poszerzania zakresu osobistej wolności człowieka, każdego człowieka z agresywnymi, aroganckimi i butnymi atakami na część społeczeństwa. Drwina z naszych tradycji, historii, z minionych pokoleń stała się orężem walki o "postęp"

Konflikt związany z prowadzoną przez liberałów po 1989 roku polityką gospodarczo-społeczną kreującą bezrobocie, bezdochodowość, wykluczenie lub marginalizację, nędzę części społeczeństwa, kontestacja narzuconej przez liberałów rzeczywistości były przedstawiane jako konflikt tej kontestującej (uważanej przez elity liberalno-lewicowe za zacofaną) części społeczeństwa z postępem i nowoczesnością.

Cała ta sytuacja wykluczająca i marginalizująca część społeczeństwa wytworzyła emocje do których elity, media, część społeczeństwa dokładają inne, czasem prawdziwe, ale w w dużej mierze wydumane czy wyolbrzymione problemy, kreują i wzmacniają konflikty, różnicują społeczeństwo. To liberałowie i lewicowcy podzielili społeczeństwo na wrogie sobie części, "plemiona" i nadal ten podział wzmacniają.

Zmian chce się dokonać w sposób autorytarny, bezwzględny, drogą rewolucyjną, w atmosferze nienawiści ograniczając prawo do dyskusji.

Daleki jestem od negowania potrzeby szybkiego rozwoju ludzkiego świata. Postęp i rozwój jest immanentną cechą człowieka, wyróżnikiem w świecie przyrody, jest też ludzkości niezwykłą przygodą. Chodzi mi tylko o poszanowanie tego, co historyczne, tradycyjne, o postawy otwartości na to, co nowe i na to, co przeszłe, o uznanie ciągłości rozwoju i zasług minionych pokoleń i o to by postęp był prawdziwy, by był dla ludzi korzystny, w miarę ukierunkowany, a nie prowadzonym na ślepo rozwojem dla samego rozwoju, który mógłby zaprowadzić ludzki świat na manowce. i przede wszystkim o to, by szanowana była godność ludzi, wszystkich ludzi.

Kreowanie postępu, emancypacji, feminizmu, wyzwalania kobiet i grup społecznych z dotychczasowych ról, po części wyznaczanych przez naturę ale też kształtowanych przez ludzi na przestrzeni dziejów jest potrzebne, ale czy musi się to odbywać w sposób tak mocno rewolucyjny, wojenny, w atmosferze nienawiści do przeszłości, tradycji, przy odbieraniu ludzkiej godności inaczej myślącym, czy niegotowym jeszcze do zmian, jak to ma miejsce dzisiaj? Czy muszą temu towarzyszyć opresje w stosunku do części społeczeństwa, i czy muszą być mu przypisywane najgorsze cechy, czy musi być przypisywanie naszej stosunkowo spokojnej nacji "gorszości" w stosunku do innych społeczeństw?

Czy teza, że część społeczeństwa nie nadąża z przystosowaniem się do obecnego szybkiego postępu gospodarczego, cywilizacyjnego, a także edukacyjnego (Przejmowanie edukacji, wychowania dzieci od rodziców, szczególnie od matek nie tylko przez szkoły ale w wielkim stopniu przez telewizję, media społecznościowe) i jest to główną przyczyną zaistniałych społecznych konfliktów. Myślę, że bardziej ważką przyczyną jest to, że gospodarczemu postępowi towarzyszy zblazowanie części społeczeństw, a głoszenie potrzeby wolności totalnej wytrychem do prezentowania instynktów arogancji i buty i to, że nie widzi się potrzeby dyskusji, publicznego sporu, w którym dopracowywano by się najlepszych, pożytecznych człowiekowi kierunków i metod rozwoju. Czy rozwój naukowy, techniczny, technologiczny musi prowadzić do aroganckiego poczucia posiadania wszelkich mądrości, pozbycia się pokory wobec tajemnic natury i życia człowieka i poczucia bezwzględnego panowania ludzi nad naturą?

Przez ery, wieki ludzie z mozołem zabiegali o jak najdłuższe przetrwanie, o zdobywanie pożywienia, a także o ulepszanie swoich relacji międzyludzkich. Dbali o rozwój zarówno w sferze bytowania fizycznego jak i bytowania duchowego. Wymagało to od nich wysiłku, sprytu, współpracy. To mozolne zabieganie, ponoszony trud uczyło pokory wobec natury i współpracy pokoleniowej i międzypokoleniowej. Kolejne pokolenia korzystały z dorobku pokoleń wcześniejszych. Dziś w bogatych krajach ludzie doszli do takiego momentu, że rozwój naukowy, techniczny, technologiczny spowodował, że to zabieganie o byt przestało być potrzebne, przynajmniej u bogatszej części społeczeństw. Wśród ludzi zwłaszcza młodych mamy dziś do czynienia ze zblazowaniem, z przyśpieszonym szukaniem zastępczych do wcześniejszych ludzkich wartości sensów bytowania. To poszukiwanie stało się u części osobników gorączkowe, histeryczne, zapalczywe i często miałkie. Wiarę w Boga, w Absolut, religie i filozofie zamienili w religię celebrowania przyjemności.

Dla nich filozofią życia stało się bytowanie w dobrobycie, bez ponoszonego trudu, w nieustającej przyjemności. Wolność totalna, dowolność stała się naczelną ideą. Niestety z tym dążeniem do wolności totalnej idzie bardzo często w parze brak potrzeby pamiętania o przeszłości, lekceważenie, drwina i pogarda dla świata przeszłego, do tradycji i minionych pokoleń. Kształtowanie świata na nowo, po swojemu powinno być według nich natychmiastowe, rewolucyjne i dążeniu temu powinni podporządkować się bezkompromisowo wszyscy, bez względu na swoje przekonania, przyzwyczajenia, na swój status duchowy i materialny.

Postęp, coraz więcej wolności – tak, ale czy musi się to realizować rewolucyjnie, w wielkiej nienawiści, w bezkompromisowych atakach liberałów i lewicowców w stosunku do ludzi inaczej niż oni myślących i czujących, a także do ludzi ze społecznych nizin i społecznego środka i do tego co minione? Postęp i tak powoduje zmiany mentalne ludzi, ale niechby to odbywało się ewolucyjnie, bez tak wielkich społecznych napięć jakie mamy obecnie.

Establishment i elity liberalne i lewicowe były nieczułe na pauperyzację dużej części społeczeństwa, a na pewno zupełnie nie potrafiły jej dostrzec. Natomiast były przeczulone, a nawet wyszukiwały usilnie i namiętnie przejawów zacofania, różnorakich fobii, nawet faszyzmu u dużej części społeczeństwa.

Zatracone zostały wartości wielkiego ruchu "Solidarność", natomiast bezkompromisowo, autokratycznie narzucano społeczeństwu neoliberalne i mocno lewicowe różnorakie modne trendy.


Luty 2007.

Zmiany moich poglądów i ocen.

Kiedyś miałem poglądy liberalne. Starałem się być w nurcie „postępu” i „nowoczesności” Dziś dostrzegam, że wszelkie idee mogą być mocno wypaczane. Stałem się większym pragmatykiem. Nie ważne są nazwy, hasła, zaklęcia, liczy się kształt rzeczywistości. Staram się też myśleć i dokonywać ocen samodzielnie, racjonalnie i bezstronnie. Ale choć staram się myśleć o zjawiskach, procesach problemach konkretnie, to jednak niekiedy moje oceny są niejednoznaczne, nie potrafię pozbyć się relatywizmu, a ludzki świat wydaje mi się zbyt skomplikowany i mam obawy, by nie wydawać ocen pochopnie. Na międzyludzkie relacje ma wpływ tak wiele uwarunkowań, że nie potrafię wydać jednoznacznych ocen, choć staram się, by relatywizmu było jak najmniej.

Chyba wszyscy podlegamy też w większym lub mniejszym stopniu wpływom i sugestiom innych, mamy też trudności w dokonywaniu precyzyjnych, jednoznacznych analiz i ocen. Pocieszam się, że nawet zawodowi analitycy nie są wolni od wpływu ich aktualnych sympatii i antypatii na oceny pewnych konkretnych spraw, osób, pewnych fragmentów naszej rzeczywistości. Również zmiana czy przesuwanie się poglądów zbyt często pociąga za sobą niestety zmianę ocen dotyczących konkretnych osób.

Mam nadzieję, ze w moim myśleniu samodzielność wygrywa jednak z zewnętrznymi wpływami.


Grudzień 2021

Po obejrzeniu filmu Anity Gargas o Adamie Michniku obdarzającego Wojciecha Jaruzelskiego estymą i miłością.

Adam Michnik od samego początku przemian po 1989 roku wykazywał się całkowitą niechęcią do odcięcia nowej rzeczywistości od PRL-u, niechęci do lustracji i rozliczeń i jednocześnie z wielką łatwością i pochopnością serwował opinię o nacjonalistycznym zagrożeniu, o potencjale ksenofobi tkwiącej w naszym społeczeństwie. Jego opinie razem z polityką gospodarczą serwowana przez Balcerowicza miały niestety ogromnie zły wpływ na transformację, wypaczyły ją i spowodowały silne społeczne podziały. Wielka przesada Michnika w oskarżaniu społeczeństwa o tendencje ksenofobiczne, a nawet faszystowskie była jego obroną, usprawiedliwieniem jego mocno lewicowych graniczącymi z lewackimi poglądów. Większa bliskość z ludźmi sprawującymi władzę w PRL-u, którzy wprowadzili stan wojenny niż do ludzi „Solidarności”, do społeczeństwa działacza Ruchu „Solidarności” jest bardzo przykrym doświadczeniem.

Niestety do dziś wielu naszych obywateli, którzy zawierzyli Michnikowi i Balcerowiczowi pozostają pod ich wpływem i pod wpływem powtarzanej w mediach propagandy nie potrafią zweryfikować narzuconych im poglądów, narracji i wizji przemian.






cd Notatki: 2003a; 2007a
Jaka ma być ta gospodarcza równowaga?



Notatki - całość
** ** ** **